American Dream ♥

8/20/2013

Lazy days

Juz trzeci dzien w USA! Szkole zaczynam dopiero 3 wrzesnia, wiec jeszcze mam wakacje ;)

Wczoraj wstalam okolo 8:30 zeby pomoc hmom w wypelnianiu moich papierow do szkoly. Potem kolo poludnia pojechalysmy je zawiezc, wiec widzialam szkole, do ktorej za dokladnie 2 tygodnie bede uczeszczac. Jak wiekszosc amerykanskich szkol jest ogromna. Chodzi do niej okolo 2250 uczniow, co jest dla mnie czyms nowym, gdyz w mojej poprzedniej szkole bylo niecale 500 i dlatego wszystkich znalam z widzenia. A tu? Bede musiala sie przyzwyczaic do tego, ze codziennie widze nowe twarze ;) Potem pojechalysmy do sklepu. Jako, ze planujemy wycieczke na plaze we czwartek, musialam zakupic gore od stroju, gdyz swoja zostawilam w domu xd. Bylysmy w paru sklepach (od razu przy wejsciu bylo 'Oh hi! How are you?'), ale nie bylo nic ciekawego. I wtedy zobaczylam najlepszy sklep na swiecie- VICTORIA'S SECRET!!!!! Powiedzialam, ze musze tam cos kupic, wiec weszlysmy. Na poczatku troche sie zbulwersowalam, bo nie bylo nic takiego ladnego. Na szczescie w koncu znalazlam bardzo ladny top, a ze byla wyprzedaz -40% od razu sie skusilam ;)
Pozniej wrocilismy do domu. Przez jakis czas plywalam na kajaku (przeplynelam cale jeziorko wzdluz), ale gdy do hbro przyszedl kolega i zaprosili nas do zabawy to razem z hsis dolaczylysmy do nich. Tak, bawilismy sie! Najpierw byla bitwa na takie pistolety wodne (elektryczne o.O), a potem plywalismy w jeziorze na takim styropianowym klocku. Bylo naprawde fajnie! Wieczorem poszlismy do irlandzkiej restauracji. Po zjedzeniu hosci postankwili pokazac mi downtown. Jest tam slicznie. Duzo sklepkw kafejek itd. Wstapilismy do peachwave, takie redberry tylko sto razy lepsze. Byly tam jogurty mnrozone roznych smakow i mnostwo dodatkow! Ja oczywiscie nie mialam miejsca, ale dzieciaki wziely male porcje (ktore oczywiscie byly bardzo duze!) Po powrocie bulo juz pozno, wiec chwile posiedzialam z hostami, ale po prostu tak ziewalam, wiec uznalam, ze pojde sie polozyc.

Dzisiaj wstalam troche pozniej, bo tak po 10. Hmom jest bardzo dla mnie dobra, bo powiedziala, ze nie bedzie mnie budzisc ani nic, wiec moge spac ile chce :D Po sniadaniu razem z moja hsis robilysmy cupcakes red velvet. Zrobilysmy ich dosyc duzo, a potem dekorowalysmy ;) Sa pyyyszne! Nastepnie pojechalismy nad Lake Michigan i pokazali mi plazs, na ktora wybierzemy sie we czwartek. ^_^ Jest naprawde duza i piaszczysta, a jezioro wyglada jak morze, bo jest ogromne. Potem pojechalysmy do Best Buy, zeby obczaic laptopa dla mnie, a takze jakas karte do mojego telefonu. Po powrocie do domu zjedlismy lunch, a potem sobie siedzielismy i gadalismy, bo przyszedl tez nephew, a dzieci za nim przepadaja, wiec mielismy taki maly relax. Jak zaczelo nam sie nudzic, poszlam z hsis poplywam ponownie na styropianowym klocku, ale dzisiaj bez wpadania do wody, bo nie bylo juz super goraco. Ale nzjlepsze bylo przed chwila, bo po raz pierwszy kosilam trawnik kosiarka- traktorem!!! Bylo super fajnie, mam nadzieje, ze bede mogla to powtorzyc ;)

Jutro w mojej szkole zaczyna sie registration, wiec rano pojde zrobic zdjecie do mojej ID + zdjecie do Yearbooka. Jeszcze nie wiem jakie lekcje bede miala, bo nie zdazylam sie jeszcze spotkac z counselorem. Sorki, ze zdjecia sa nie podpisane, ale nie mam za bardzo jak tego zmienic, gdyz pisze z tabka. W kazdym badz razie sa ustawione chronologicznie- od wczoraj do dzisiaj. ;)

Postaram sie napisac jutro ;)
Enjoy ♡

8/19/2013

Welcome to the United States of America

Juz od wczoraj wieczorem jestem z moja host rodzinka. Czekali na mnie na lotnisku z kartka 'Ania Welcome', a potem poszlismy po moja walize. Na szczescie dotarla, cala i zdrowa (bo nie zdziwilam sie jakby mi ja zgubili). Oczywiscie od razu zadzwonilam do moich kochanych rodzicow i powiedzialam, ze wszystko w porzadku, zyje i mam sie swietnie. Po drodze do domu pojechalismy do wloskiej restauracji. To byla restauracja i sports longue, czyli sa tam takie meeeega wielkie telewizory, na ktorych mozna ogladac sport (przewaznie football amerykanski i baseball). Hmom od razu powiedziala, ze w USA porcje sa bardzo duze, wiec normalne jest, ze zabiera sie reszte na wynos ;) Ja zamowilam lasagne, na ktora mialam mega wielka ochote juz od paru dni. Faktycznie porcje sa gigantyczne. Roger (hbro) dostal pizze MEDIUM, nie wyobrazam sobie duzej :P Nawet picie jest w wielkich szklankach! Siedzielismy sobie, gadalismy i bylo naprawde milo. Gdy juz postanowilismy, ze jedziemy, kelnerka (ktora byla super usmiechnieta i przesympatyczna i zyczyla mi milego pobytu w US) zapakowala nam nasze niedojedzone porcje. Gdy wracalismu robilo sie coraz ciemniej, a oni nie maja tutaj wszedzie latarni ulicznych (powiedzialabym nawet, ze jak mieszkancy sb zainstaluzja to sa a jak nie to nie ma), wiec za duzo nie bylo widac. Mimo to podjechalismy pod moja przyszla szkole i oni pokazali, ze jest naprawde bardzo blisko. Jest sciezka rowerowa, wiec bd jezdzic rowerem (mam nadzieje). Potem juz pojechalismy prosto do domu. Jest naprawde bardzo ladny, duzy i przytulny ;) Moja sypialnia jest sliczna, mam wielkie podwojne lozko!!!! Wczoraj tez dalam hostom i dzieciakom prezenty, z ktorych naprawde bardzo sie ucieszyli. Hdad, gdy wreczylam mu Żubrówke powiedzial 'Oh it's my favorite'. Takze tato miales racje, ze oni to lubia ;) Od nich dostalam 'welcome basket' z roznymi drobiazgami, kosmetykami, notesikiem + puchaty szlafrok i kapciuszki ♥ Bardzo mile z ich strony, nie spodziewalam sie tego. Pozniej pozegnalam sie z nimi i poszlam sie myc. Wtedy dopiero poczulam zmeczenie (chociaz nie jakies straszne), ale dalam rade i calkowicie sie rozpakowalam, co bylo jednoczesnie pierwszym krokiem do zadomowienia sie tutaj.

Dzisiaj rano hmom obudzila mnie (prosilam ja o to wczoraj) ok. 8:30 zebysmy mogly wypelnic jakies dokumenty do szkoly. Gdy zeszlam zjadlam sniadanie (bardzo zdrowe), bo granole z jogurtem i owocami, wiec na razie jedzenie jest spoko, ale jest go meega duzo. Obok kuchni jest taka jakby spizarnia, ale wypolniona po czubek wszystkim od platkow, przez nutelle itd. W sumie sie nie przygladalam, ale jest tego mnostwo. Jak zglodnieje to zapoznam sie z zawartoscia ;P Hmom uswiadomila mi takze, ze maja 3 lodowki!! Wprawdzie w kuchni jest jedna, ale i tak wieksza niz moja w Polsce! Przy sniadaniu wupelnialysmy papiery do szkoly i dzisiaj je zaniesiemy (przy okazji dokladnie obejrze szkole) i umowimy sie na spotkanie z counselorem (nie wiem czy tak sie to pisze, ale chodzi o to, ze wtedy wybiore sb lekcje itd.) Jestem podekscytowana! Jeszcze nie wiem na 100% do ktorej klasy mnie przydziela, ale hmom przypuszcza, ze do 10th (to byloby logiczne, bo teraz skonczylam 9th). Potem wyszlam na zewnatrz, zeby zrobic pare zdjec, bo za domem jets takie male jeziorko, gdzie dzieciaki lubia sie kapac. Mozna tez tam kajakowac, a ze hosci maja kajak to na pewno nie przepuszcze okazji, zeby sprobowac!

Teraz wlasnie siedze sobie w moim pokoju i czekam na hmom jak wroci z Jess, a obok mnie spi moj wierny towarzysz, ktory od rana mnie nie opuszcza- pier Rody (nie wiem czy tak sie pisze jego imie, ale tak sie mowi) :D

Looooong Journey

Finally I am here!

18 sierpnia lotem Wroclaw --> Monachium o 7:40 rozpoczelam swoja wielka przygode zycia. Byl to bardzo krotki i przyjemny lot. Z Monachium lecialam do Toronto i to byl moj najdluzszy lot (9h). Jednak najpierw musialam zapytac sie dokad mam isc, gdyz uznalam, ze nie bede sie zameczac szukaniem :P Dotarlam do swojego gate'a, ale uznalam, ze nie mam zamiaru tam siedziec przez nastepbe 2h, dlatego poszlam do restauracji. Jednak, gdy wrocilam drzwi do mojego gate'a byly zamkniete. Poczulam sie troche confused, ale bardzo mila pani stewardessa powiedziala, ze przed boardingiem otworza. Sprawdzilam o ktorej jest boarding i poszlam sobie gdzies usiasc (jednak nie w tym miejscu gdzie byl moj gate). Siedzialam i nic nie robilam.. Z zadumy wywolala mnie pani, ktora wyczytywala moje imie i nazwisko przez mikrofon- to bylo meega stresujace. Podeszlam i okazalo sie, ze przed boardingiem nalezy przejsc przez pre- check kart pokladowych. Dziwne, ze mnie wolalyy, bo bylam jednanz pierwszych osob. Nastepnie postanowilam usiasc (juz blisko wejscia). Po czym po chwili znowu mnie wolali!  Tak sie zestresowalam... okazalo sie jednak, ze pani musiala cos sprawdzic oraz wprowadzic adres mojej host family, wiec moje nerwy byly niepotrzebne ;) Lot do Toronto, dlugi, ale mi sie jakos specjalnie nie dluzyl ;) Troche spalam, jadlam, ogladalam 'The host', poczytalam, wiec bylo spoko. Juz w samolocie poczulam jak bardzo Ameryka jest inna. Wszystkie stewardessy byly mega usmiechniete, przesympatyczne, normalnie gadaly i zartowaly sobie z pasazerami!
Najlepszy byl moj ostatni lot z Toronto do Grand Rapids. Troche opozniony, ale nie duzo. Najsmieszniejsze bylo jednak to, ze lecialam takim wypierdkiem!! Najmniejszym samolotem ever, bylo 18 miejsc dla pasazerow (lecialo 16 osob) + 2 pilotow. Wgl kokpit nie byl zamkniety, wiec mozna bylo ogladac co robia piloci ;) Na szczescie dolecielismy szczesliwie i po okolo godzinie bylam juz w Grand Rapids, gdzie czekala na mnie moja h-rodzinke, z ktora spedze nastepne 10 miesiecy!

Nie chce pisac jakiegos meega dlugiego posta, wiec w natepnym napisze moje pierwsze chwile z hostami!

7/31/2013

Farewell party

Kompletnie zapomniałam o mini imprezie pozegnalnej, którą zgotowały dla mnie przyjaciółki, dlatego też muszę szybko ją opisać, bo była genialna. ♥

Ogólnie miałyśmy iść na pizze. Przyszłam na czas w umówione miejsce a tam nikogo. Troszku się zbulwersowałam, ale po chwili zadzwonił do mnie numer prywatny i jakiś dziwny glos powiedział mi, gdzie szukać wskazówek.
Od kelnera z Pizzy
Hut otrzymałam kartkę. Były tam zadania, które doprowadziły mnie do domu Kasi
(jednej z dziewczyn
). Oczywiście zadania były
"wspaniałe
"- zrób sobie sweet focie z fontanną, zrób sobie sweet focie z rondem... Starałam się szybko odchodzić z tych miejsc, ponieważ nie chciałam nawet myśleć jak dziwnie musiałam wyglądać szczerząc sie do telefonu na środku zatłoczonego rynku -.-

W końcu dotarłam na miejsce, gdzie oglądnęłam wspaniały filmik pożegnalny "od tych bliższych i trochę dalszych przyjaciół". Był tak kochany, że nie mogłam przestać się uśmiechać. Nastepnie dostałam jeszcze najwspanialszy  na świecie album ze zdjęciami. ♥

Potem nastąpiła dalsza część, czyli JEDZIENIE. Był własnoręcznie robiony tort rafaello, który był meeeeeega pyszny oraz inne smakołyki. 

Chciałabym jeszcze raz podziękować organizatorkom Kasi, Oli, Oli i Karolinie ♥ A także wszystkim tym, którzy wystąpili w filmiku lub w jakikolwiek inny sposób przyczynili się do powstania tego wspaniałego dzieła!! ♥

17 days to go

No właśnie 17 dni ... jak ten czas szybo leci ;)

W poniedziałek wróciłam znad naszego polskiego morza. Było naprawdę super, bo codziennie była piękna pogoda i można było się kąpać ♥ 
Teraz jestem we Wrocławiu i mam czas na przepranie sie i przepakowanie, bo jutro z rana lecę na 2-tygodniowe rodzinne wakacje z moimi rodzicami i bratem. Nie mogę się doczekać, tylko, że jest pewna sprawa. Wracam 15 sierpnia, a wylatuje 18 XD Będzie ciekawie.. Na szczęście większość rzeczy już załatwiłam, ale samo pakowanie trochę zajmie i na pewno wyjdą na jaw jakieś zapomniane sprawy, którymi się trzeba będzie zająć. Na razie jednak jestem nastawiona optymistycznie. ^_^

Teraz napiszę o paru sprawach, którymi chciałabym się z Wami podzielić ;)

Prezenty dla host family. Według mnie to trochę ciężkie kupić coś dla ludzi, których sie kompletnie nie zna. Ja mam czasem problemy z kupieniem prezentów dla moich przyjaciół, których znam od dawna :P Na razie kupiłam bluzki dla dzieci z wrocławskimi krasnalami, album o Wrocławiu, torbę lnianą z napisem Made in Poland, kalendarz Polska w Akwarelach i branzoletki dla mojej host mamy z bursztynów, a dla host siostry z przywieszkami. Ogólnie szukam jeszcze jakiejś książki kulinarnej z tradycyjnymi polskimi przepisami po angielsku, bo moja host mama ma firme kateringową no i lubi gotować. Kto wie może jak się nauczy robic pierogi to włączy je do menu ;)

Moja host rodzinka. Oni sa naprawdę super, może w między czasie, jeszcze przed wyjazdem uda nam się pogadać na Skype, ponieważ oni bardzo chcą poznać moich rodziców :P Ostatnio dostałam maila od host mamy i to było mega. W połowie czytania byłam tak podekscytowana, że nie mogłam oddychać :P Otóż oni planują różne wyjazdy i postanowili mnie z nimi zapoznać. Po pierwsze na początku września pojedziemy do Chicago na 'shopping trip'! Padłam, bo wbrew pozorom do Chicago się troszkę jedzie.. Jakoś tak na Thanksgiving pojedziemy do Buffalo, NY, bo oni maja tam rodzine. "Przy okazji" zobaczymy Niagara Falls! Najlepiej jednak będzie na Spring Break, ponieważ planują wyjazd na Floryde!! Tak się cieszę, że trafiłam akurat do tej rodziny ♥
Oprócz tego napisali, że w ich okolicy atrakcją są plaże i na pewno się nimi nacieszę, bo przylatuje około 2 tygodni przed rozpoczęciem roku (zaczyna się 3 września).

Dowiedziałam się także, że cały stres związany z pakowaniem jest niepotrzebny. To wszystko dlatego, iż mój host tata we wrześniu/październiku wybiera sie do Polski i będzie 1,5h drogi od mojego domu, także w razie jakbym czegoś zapomniała, on może po to podjechać i przywieść... SERIOUSLY?!

Wbrew pozorom będę pakować się w bardzo przemyślany sposób, czyli pod hasłem "jak najmniej". Coraz bardziej okrajam liste rzeczy, które zabieram, aby mieć miejsce na skarby z USA :P

Kończąc, chce się tylko pochwalić (raczej osobom, które mnie znają osobiście), że już NIE MAM APARATU :D





7/10/2013

Tell your daddy to come here and confirm you are sixteen?

Wiecie jak wyobrażałam sobie konsulat? Przeszklony, duży budynek. Wchodzę, zostawiam telefon, przechodzę kontrolę. Idę dalej nowoczesnym korytarzem, aby wziąć numerek i czekać na swoją kolej. Tak właśnie myślałam, bo przecież Stany są takie bogate i wgl. No cóż, rzeczywistość okazała się inna. :P

Dzisiaj o 4:50 wyjechałam z domu, aby dotrzeć do konsulatu w Krakowie na 9:30. Z Wrocławia jedzie się ok. 3h, ale zawsze lepiej być trochę wcześniej, bo nie wiadomo co może się w drodze przydarzyć. ;)
Na miejscu byliśmy przed 8, więc spoko. Zjadłam pyszne śniadanie w "Piekarni i kawiarni Lajkonik" ♥ Polecam Ania Woźniak. :P 

Mimo tego, że była dopiero 8:15 postanowiliśmy pójść już pod konsulat, no bo co można robic rano w Krakowie?? To było meeega dziwne. Do środka nie można było wejść tak normalnie, tylko musieliśmy czekać jak jakieś dzikusy po drugiej stronie ulicy. Normalnie tak się zdziwiłam, bo jacyś urzędnicy kolekcjonowali paszporty, Confirmation Page i potwierdzenie zapłaty na ulicy! No, ale dobra, dostałam jakiś zielony kartonik i czekałam aż jakiś facet spod drzwi zawoła "Zapraszam osoby z zielonymi karteczkami" -.-

Po jakimś czasie znalazłam się w środku (sama, bo jak mam skończone 16 lat to mój tato nie musiał ze mną wchodzić). Najpierw przeszłam kontrolę tak jak na lotnisku, a potem przeszłam dalej, podążając za tabliczkami trafiłam do pomieszczenia z dwoma okienkami. Gdy pani wyczytała moje imię podeszłam, dałam jej dokumenty, skanowałam palce.. pod koniec zapytała mnie czy zapoznałam się z ulotką na temat moich praw w USA. Odpowiedziałam, że nie, dlatego otrzymałam parę kartek A4 info na ten temat. Na odchodne ta przemiła pani z okieneczka powiedziała: "Zapoznaj się z tym, bo będą pytać np. gdzie zadzwonisz jeżeli.." Lekko zestresowana wzięłam numerek i szybko usiadłam rozpoczynając lekturę. Była super nudna, a większość rzeczy dotyczyła środowiska pracy, pracodawców itd. Potem doszłam do wniosku, że chyba chodziło o nr pogotowia w USA (911 :P ). 

Nie czekałam długo, kiedy pojawił się mój numerek na tablicy, szybko wstałam i podeszłam do okienka nr 3. 
- Hello!
- Hello!
- Are you Anna?
- Yes, I am.
- How old are you, Anna?
- 16.
- Are your parents here?
- Yes, my dad is outside the building.
- Tell your daddy to come here and confirm you are sixteen?
SERIOUSLY?! Przecież masz to napisane w moim paszporcie. No ale cóż, nie miałam zamiaru się kłócić. :P

Pobiegłam po tatę i razem podeszliśmy do okienka (o dziwo nikt nie miał problemu, że wchodzimy bez kolejki). Trochę gadaliśmy, bo urzędnik się pytał po co jadę, na ile, do jakiego stanu, do jakiej rodziny itp. Na koniec dał nam kartkę na temat odbioru paszportu i pożegnał nas z uśmiechem. 

To koniec relacji z mojego super dnia. :P

Co do samej wizy, to w ogóle się nie stresowałam, ponieważ (skromność) wiedziałam, że ją dostanę bez problemu. Tak naprawdę dla każdego wymieńca jest to jedynie formalnośc, gdyż jesteśmy najmniej podejrzaną i najmniej szkodliwą grupą. Każdy z nas jest pod skrzydłami jakieś organizacji, więc mało prawdopodobne, że pojedziemy na Alaskę i będziemy tam nielegalnie pracować przez 5 lat. ;)

Ale przykre jest to, że niektórzy nie dostają wizy (a i tak muszą zapłacić ok. 500 zł). Była przede mną w kolejce pani, która jeszcze nigdy nie dostała i znowu się dzisiaj o nią starała i znowu ją odrzucili...

Dobra już kończę posta, bo robi się trochę przydługawy. Jeszcze tylko wspomne, że do mojego wyjazdu pozostało 38 dni ♥ Najlepsze jest to, że muszę się spakować w lipcu, bo od 1-15 sierpnia jadę na wyjazd rodzinny. Wracam i mam 3 dni, bo wylatuje 18 sierpnia.. XD Także będzie wesoło!

Super Piekarnia i Kawiarnia Lajkonik :D

Pyszne śniadanko ♥
(kocham robić zdj jedzeniu, więc przygotujcie się)

Oto konsulat ><
Zdjęcie lekko frajerskie (Google grafika), bo tam był zakaz robienia zdjęć -.-


"Ambasada śledzia"
Kawiarenka naprzeciwko konsulatu
(tu przesiadują ci biedni ludzie, którzy starają się o wizę, czekając na ulicy :P )



6/16/2013

Progress

Jakoś długo się zabierałam za ten post, ale już jest. ;)

Mój wyjazd coraz bliżej, dlatego mój tato pod koniec maja zakupił mi bilety lotnicze. Wylatuje 18 sierpnia, a moja droga będzie wyglądała tak, jeżeli nic się nie zmieni:
Wrocław --> Monachium
Monachium --> Toronto (Kanada)
Toronto --> Grand Rapids (USA) 
Wylatuje o 7:30, a planowany przylot do USA mam o godz. 18:35, więc wydaje mi się, że będzie dobrze. Godziny odlotów też mam spoko, więc nie będę musiała biegać od terminala do terminala (mam nadzieję).


Walizki kupiłam wcześniej, ale nie zdążyłam się jeszcze nimi pochwalić. ;) Ta duża to bagaż zwykły, a ta mniejsza to podręczny. Jak pytałam dziewczyn, które są teraz na wymianie, to mówiły żebym nic nie brała, bo tam się dziko obkupię ;) . Mam pomysł, żeby połowę dużej walizki wypchać moimi rzeczami, a drugą połowę folią bąbelkową, no ale zobaczymy, wyjdzie w praniu.




A teraz przedstawię Wam historię życia. Byłam na próbach tuberkulinowych (potrzebne są do Stanów),
a potem 3 dni później byłam na ich sprawdzeniu. Na początku obrzęk mierzyła mi lekarka, ale potem jeszcze pielęgniarka <nie wiem po co> i okazało się że średnica mojego obrzęku to 15mm, a norma to 10mm. I wtedy ta pani powiedziała „No nie wiem czy pojedziesz do tych Stanów, nie wiem czy cię wpuszczą”. To był dla mnie wielki szok, po prostu w jednej chwili stałam się mega wściekła, a łzy stanęły mi w oczach. Dlatego też od razu wyszłam z tego szpitala. Oczywiście ta kobieta skutecznie zniszczyła mi humor i chodziłam zła. Moja mama postanowiła zadzwonić do Perfectu (biura, z którego jadę na wymianę), aby dopytać się o co chodzi, ponieważ ta świetna lekarka nic nam nie powiedziała. W odpowiedzi moja mama usłyszała, że ta lekarka jest jakaś niekompetentna i na następny raz niech się nie wypowiada na tematy, o których nie ma pojęcia. Pan nas uspokoił, gdyż oznajmił, że wszystkie badania lekarskie
i zaświadczenia idą do szkoły. Nikt na granicy nie będzie sprawdzał jaki miałam obrzęk próby tuberkulinowej. Szczególnie, że jestem zdrowa, prześwietlenie płuc idealnie i wszystko jest w porządku.


Także gdyby któraś osoba miała nieprawidłową próbę niech się nie martwi i nie przeżywa, bo to nie przeszkodzi w spełnieniu wielkiego marzenia jakim jest rok w USA.

Właśnie po tym co mi ta pani doktor powiedziała, zdałam sobie sprawę jak bardzo pragnę tej wymiany. Zaczęłam myśleć, co by było gdybym nie pojechała …. I po prostu nie mogłam sobie wyobrazić ;D .


A i jeszcze fajny link dla wymienników z pytaniami do Host Family, które warto zadać, gdy już będziemy na miejscu. Ja mam zamiar z tego skorzystać. 
Sample Questions to Ask Your Host Family