American Dream ♥

1/24/2014

This winter

Jak na razie pierwszy semstr idzie wspaniale. Wiele wymiencow przyznaje, ze drugi semestr jest o wiele lepszy. Szczerz? Ja juz to czuje. Ogolnie bardziej mi sie w szkole podoba. Lekcje tez jakos fajniejsze sie wydaja. To wszystko dlatego, ze juz nie jestem takim calkowitym swiezakiem, ktory nic nie wie.

Co do przyjaciol to mam tu paru. Na poczatku sie troche o to martwilam, ze pomimo iz jestem towarzyska i otwarta ososba, to trudno tutaj sie z kimkolwiek zaprzyjaznic. Pamietacie jak zmienilam stolik na lunchu? To byla jedna z moich najlepszych decyzji w zyciu! Troche sie smucilam, bo zmeinil mi sie czas lunchu na wczesniejszy, ale okazalo sie, ze nie tylko mi, wiec nadal siedze z dwoma dziewczynami z poprzedniego semestru. I to jest mega, bo jedna ma na imie Hannah i mam z nia anatomie i wgl jakos tak sie szybko zakolegowalysmy. :)

Co do lekcji to ostatnio na anatomii mielismy pierwsza powazna sekcje- szczura. To bylo genialne! Zaczelismy we wtorek, kontynuowalismy w srode i mielismy dokonczyc w czwartek, a w piatek (czyli dzisiaj) miec quiz. "Mielismy", poniewaz ani w czwartek ani dzisiaj nie poszlismy do szkoly. Dlaczego? Bo Snow Day *.*
Zima w tym roku to jakas zima stulecia czy cos. Wczoraj napadalo tak duzo sniegu, ze nie zdazyli odsniezyc. XD Jednak wczorajszy dzien byl tak przesliczny, ze nie wiem. Mnostwo sniegu i slonce ♡ Winter Wonderland!

Wczoraj jako, ze nam ske nudzilo to Hannah po mnie przyjechala i postanowilysmy troche pohangoutowac. Nadal nie moge tego zrozumiec, ze jak tylko sie z kims spotykam to mimo, ze nie znamy sie jaoos mega dobrze, nie mozemy przestac gadac! Jednak najsmieszniej bylo, gdy wyjezdzalysmy, bo musialam wracac do domu. Otoz Hannah prowadzila samochod swojej mamy, ktory jest jakis wielgachny i wyjezdzajac z podjazdu utknelysmy! Myslalam, ze padne, bo widok dwoch dziewczyn biegajacych z szuflami wokol auta byl bezcenny. W koncu udalo nam sie go wypchnac z pomoca mamy i siostry Hannah oraz ich sasiadki.
Na koniec lare pieknych widoczkow z wczorajszego dnia!







1/19/2014

Polish Pride

Dawno nie pisalam, a to wszystko przez finals, czyli koncowych egzaminow z kazdego przedmiotu, ktore mialam w zeszlym tygodniu. Bylo baardzo intensywnie, ale oplacilo sie. Ogolnie nie lubie sie chwalic, ale naleze do tych madrzejszych osob... na kazdym przedmiocie. Mogloby sie to okazac dziwne i nieprawdopodobne, ze mam lepsze wyniki niz niektorzy Amerykanie, ale jak sie okazuje jest to wykonalne. Ogolnie mam same A, wiec doszlam do wniosku, ze nic sie nie stanie jak zawale egzaminy, bo mega glupia nie jestem, wiec pewnie wyjdzie mi jakies B w najgorszym przypadku. No coz... moje obawy okazaly sie niepotrzebne. Ku mojemu zaskoczeniu dostalam 100% z trzech egzaminow- z mojej ukochanej Matmy, Biologii <na tescie bylo 120 pytan!> i US History; z Anatomii 95%, a z Angielskiego 91%. Wbrew pozorom poziom tutaj jest bardzo wysoki. Tak naprawde wszystko zalezy od ucznia, jaki poziom i przedmioty sobie wybierze, takie bedzie mial. Osobiscie mega sie ciesze, ze wzielam sobie zaawansowana matme, poniewaz (wiem, moze sie to okazac dziwne) bardzo polubiam matme. <3 Przed wymiana martwilam sie jak sobie poradze w szkole, zastanwialam sie co zrobie, jak nic nie bede rozumiec. Szczerze, na poczatku bylo mega ciezko (szczegolnie na AP Bio), ale teraz jest o wiele lepiej. Powiedzialabym, prawie idealnie. Wiadomo, ze czasem nie rozumiem niektorych slowek, ale okazuje sie, ze nie jestem jedyna. Wiele Amerykanow nie ogarnia, wiec jest dobrze. :P Mimo wszystko, moge z duma powiedziec, ze godnie reprezentuje nasz narod w USA.

Jutro (poniedzialek) zaczynamy drugi semestr (so I'm half way through the exchange :'( ) co oznacza nowy plan. Moj teraz wyglada tak:
1. English 3
2. US Government
3. Anatomy and Physiology 
4. Pre- Calculus (Advance Math)
5. AP Biology
6. Concert Choir 
Tak, najbardziej sie ciesze z ostatniej lekcji! CHOR!!! Tak mi brakowalo spiewania, a teraz bede miala to codziennie. <3 <3 <3

Teraz pare ciekawych informacji z zeszlego tygodnia. ;)

1. Po przerwie swiatecznej dalam kazdemu mojego nauczycielowi ciasteczka, ktore pieklam (wiem, pieklam je daaawno temu, ale byly dobre!) oraz zakladki z Wroclawiem, ktore przyslali mi moi najkochansi rodzice <3 Wszyscy sie cieszyli itd, wiec bylo to bardzo mile. Jednak najwieksze zaskoczenie przezylam jak dostalam maila od mojego nauczyciela z AP Bio, gdzie wyraznie zainteresowany pytal sie o Wroclaw, wroclawiskie krasnale itd. Widac bylo, ze troche czasu spedzil na googlowaniu na ten temat. Najlepsze bylo na drugi dzien, gdy powiedzial, ze "ktos w tej klasie ma sekret, jak piekne jest jej rodzinne miasto", a potem zaczal pokazywac zdjecia Wroclawia z Google. To bylo takie mega mile! Od razu mu powiedzialam, ze bylam bardzo pozytywnie zaskoczona jego reakcja i zainteresowaniem, jakie wykazal. Szczerze, nie spodziewalabym sie tego nigdy.

2. Po tym inccydencie, ale nawet wczesniej zauwazylam, ze Amerykanie marza o Europie. Coz za ironia- Europejczycy marza zeby wyjechac do USA, a Amerykanie marza o wycieczce do Europy. Wszystko dlatego, ze wbrew pozorom oni pragna troche historii. Ich kraj jest takze piekny i pelen ciekawych miejsc, ale jest to stosunkowo mlody kontynent. Europa, stary kontynent, pelen historii, cudownych miejsc, ktore zabieraja czlowieka do przeszlosci w oka mgnienu. Ostatnio nawet jedna z dziewczyn z Drama Club pojechala na wycieczke ze swoim dziadkiem do Niemiec. Byla w jakims malym miasteczku, ale byla tak zachwycona architektura, atmosfera, wszystkim. Bedac tutaj zaczelam bardziej doceniac moje europejskie, a przede wszystkim polskie pochodzenie... ciesze sie, ze w koncu w sobie odkrylam PolishPride. <3


3. Teraz czesc- jedzenie. Tutaj wszystko kreci sie wokol jedzenia. Jedzenie jest WSZEDZIE! Gdzies na poczatku zeszlego tygodnia mielismy donut breakfast na pierwszej godzine w nagrode za wygrany konkurs miedzy klasowy. Jem tutaj zdecydowanie za duzo paczkow. :P


Nie wiem czy juz to gdzies pisalam, ale moja hmom ma korzenie polskie i miedzy innymi dlatego chcieli hostowac exchange studenta z Polski. <3 Szczesciara ze mnie, poniewaz wiem jak niektorzy wymiency marza o jakims polskim jedzeniu, a ja tu mam polskie jedzenie. Moja hmom zna mnostwo polskich przepisow; w zeszlym tygodniu mielismy golumpki (tak oni to pisza xd)! Byly pyszne! Poczulam sie jak w Polsce przez chwile. :P



A tu "Make your own pizza" dinner ;)

4. Wczoraj byl jeden z najfajniejszych dni. Po poludniu poszlam do Nicy (exchange student z Niemiec) zeby byc sociable i troche pohangoutowac. ;) Mialysmy mnostwo zabawy. Najpierw jako, ze Nicy jest czekoladocholiczka, zrobilysmy czekoladowe fondue. Bylo genialne, poniewaz nie uzylysmy jakiejs Hershey's, tylko uzylysmy prawdziwa czekolade, z Niemiec, ta kwadratowa Ritter Sport. <3 Ze tak sie wyraze, bylo slodko! Wyczerpalam limit czekoladowy na nastepne dwa tygodnie. ;)









Potem postanowilysmy pojsc do HOT TUB. Najlepsza rzecz w czasie zimy! Jest to takie jackuzzi z ciepla woda, w ogrodzie. Takze siedzisz sobie w stroju kapielowym, wokol ciebie snieg. Mozesz tak jak my biegac po sniegu jak ci nudno, a potem wskakiwac z powrotem do goracej wody. I jest cudownie <3 Spedzilysmy tam kilka godzin. :D Nawet nie wiem jakim cudem, ale caly czas gadalysmy. Czasami sie zastawiam jak to mozliwe, ze mamy tyle tematow do gadania. Moze to ta exchange family. ;P





Czas spac, bo jutro nowy semestr! 

Next chapter in my adventure!

1/10/2014

Life goes on

Pierwszy tydzien po przerwie swiatecznej wreszcie zakonczony. W sumie tak naprawde za bardzo sie nie zmeczylam, poniewaz pierwszym dniem szkoly byla dopiero sroda. Dlaczego? Powiedzmy, ze wlasnie przezywam zime stulecia czy cos takiego. Oto jedna z ciekawych rzeczy, ktora sie dzieje u nas, w Michigan: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,15249607,Niesamowite_zjawisko_w_USA__Lodowe_kule_na_brzegu.html#BoxSlotII3img .
Temperatury daleko ponizej zera, mnostwo sniegu to jedne z najwazniejsych powodow, dlaczego w poniedzialek i wtorek mielismy snow days! Nie narzekalam, poniewaz wreszcie moglam sie spotkac z Nicy. Hangoutowalysmy sobie u mnie w domu w oba dni, wiec moja potrzeba spotykania sie ze znajomymi zostala zaspokojona. :P


W szkole nauczyciele troche sie spieli, ale jakos przezylam. W przyszlym tygodniu zaczynamy final exams, wiec bedzie ciekawie. Finals sa to koncowe egzaminy z kazdego przedmiotu; ich wynik to zazwyczaj 20% oceny. Ogolnie wydaje mi sie, ze nie bedzie az tak zle. Najbardziej mi sie podoba perspektywa pisania testu z anatomii, poniewaz dostalismy kartke z podanymi tematami i mozemy na niej napisac notatki; mozemy napisac co tylko chcemy i bedziemy mogli uzywac tego podczas testu. Warunek jest jeden- wszystko musi sie zmiescic na jednej kartce. Co do reszty to zobaczymy. Wiadomo, ze sie poucze, ale nie mam zamaru wariowac. :D Zauwazylam, ze tutaj staje sie bardzo bardzo spokojna.

Wczoraj (czwartek 01/09) mialam wystep taneczny z Dance and Fitness. Byl to mozna powiedziec final exam. Bylo naprawde super! Wszystko nam sie udalo, wiec bylismy naprawde zadowoleni. Oprocz baletu i jazzu, ktore tanczyla cala klasa, mielismy takze student choreography w mniejszych grupach. No coz, nasza grupa zostala chwalona przez bardzo duzo osob, wielu sie nasz taniec podobal. ;) Caly wystep byl tez nagrywany, wiec na pewno kupie nagranie na pamiatke. :D



Dzisiaj (01/10) na ostatniej lekcji zobaczylismy lip-dub, ktory nagrywalismy przed przerwa. Premiera miala byc takze przed przerwa, w piatek, no ale coz- snow day. Wedlug mnie wyszlo super i nawet troche mnie widac! :P Enjoy!

(najbardziej mnie widac 9:06-9:10 :D )

Dla tych, ktorzy nie wiedza, to mam zamiar pisac ACT (American College Test) podczas mojej wymiany. Dzisiaj oficjalnie sie zapisalam i potwierdzilam. Moja data to 8 lutego, wiec w sumie niedlugo. Wiele osob dziwnie sie na mnie patrzy i pyta po co mi to. Chce zobaczyc jak to wszystko wyglada, poniewaz jezeli bede chciala studiowac kiedys w Stanach to oprocz IB musze miec SAT lub ACT. Fajne jest to, ze ACT mozna brac ile sie chce razy, wiec moge wziac go jeszcze raz w Polsce, jezeli moj wynik mi sie nie spodoba. ;)


Slodki, polski akcent w naszym domu!
(dzieki moim wspanialym Rodzicom nasza spizarnia jest wypchana polska czekolada i cukierkami oraz ptasim mleczkiem, ktore wszyscy pokochali ;P )

Z uwagi, ze wracam do domu na piechote, ten dzisiejszy widok byl dla mnie niezwykle wzruszajacy. W koncu ktos laskawie odsniezyl moj chodnik. W srode wracalam po kolana w sniegu xd

1/05/2014

New Orleans

Ten post bedzie dluuuuugi, takze radze sie przygotowac. Jak wiecie moi hrodzice sprawili nam mega niespodzianke i oswiadczyli mi (oraz mojemu hsodzenstwu), ze spedzimy ponad tydzien w Nowym Orleanie, w Luizjanie!!!! Najlepszy prezent na swiecie- ucieczka do troszke cieplejszego miejsca na ponad tydzien <3

Wyruszylismy z rana w czwartek (12/26). Do Nowego Orleanu jedzie sie okolo 15h, wiec postanowilismy rozbic nasza podroz na dwa dni. Wieczorem dojechalismy do Memphis w Tennessee. Zatrzymalismy sie w bardzo ladnym hotelu, w ktorym byly palmy i zywe kaczki. Jednak co najwazniejsze- bylo tam gorace jackuzzi, do ktorego wskoczylam od razu po przyjezdzie. ;)




Nastepnego dnia- piatek- (12/27) wyruszylismy po sniadaniu. Przed rozpoczeciem podrozy zatrzymalismy sie w Graceland, czyli muzeum Elvisa Presleya. Planowalismy zobaczyc jego rezydencje, jednak okazalo sie, ze bilety kosztuja $38, wiec stwierdzilismy, ze to troche drogo. Zadowolilismy sie widokiem z zewnatrz. ;) Udalo nam sie za to zobaczyc, jego dwa samoloty (z zewnatrz i w srodku). Przy okazji dowiedzialam sie paru ciekawych rzeczy o Presleyu. Np. wiedzieliscie, ze byl on molem ksiazkowym?!

















Druga czesc podrozy byla krotsza. Na lunch zatrzymalismy sie w Sonic. Doslownie zatrzymalismy sie, poniewaz jest to restauracja drive-in. Wyglada to naprawde zabawnie. Podjezdza sie do jednej ze stacji, zamawia, a po chwili z budynku wyjezdza kelnerka na wrotkach z twoim zamowieniem! 







Do Nowego Orleanu dojechalismy wieczorem. Suzi (siostra mojej hmom) z mezem, corka Abby oraz exchange studentem z Niemiec- Furkanem, juz byli na miejscu. Na nasz pobyt wynajelismy dom, ktory byl mega super. Mial ponad sto lat, ale byl bardzo urokliwy i oczywiscie odremontowany. Najlepsze jednak byly palmy przed domem (tak, uwielbiam palmy!).


Jeszcze tego samego dnia postanowilismy pojsc zobaczyc French Quarter (dzielnica), czyli stare miasto, w ktorym odbywa sie bardzo popularna impreza Mardi Gras, czyli karnawal (parady itd., mozliwe, ze cos podobnego do Rio). French Quarter jest przesliczny. Charakteryzuje sie takimi jakby kamieniczkami, ale w okreslonym stylu. Ogolnie caly Nowy Orlean jest cudowny pod wzgledem architektury. Styl domow, ktory tam maja jest naprawde przesliczny; wysokie sufity, duze okna, kolumny.. no po prostu przeslicznie. Po drodze zatrzymalismy sie w bardzo ruchliwej i jak sie potem okazalo popularnej kafejce- Cafe du Monde, gdzie kupilismy znane w swiecie paczki- beignets. Byly pyszne! Nawet widzielismy przez okno jak sie je robi.






Bedac we French Quarter, przeslismy takze barzo znana ulica Bourbon St., gdzie impreza trwa caly rok, 24/7. Trafilismy idealnie- piatek wieczor. Na tej ulicy bylo mnoooostwo restauracji od tych bardzo wykwintnych do fast foodow, pubow, clubow (takze przeroznych...). Jednak glowna atrakcja (dla nas, nieletnich) bylo kolekcjonowanie beads, czyli takich naszyjnikow z koralikow w roznych kolorach (bardzo kiczowate, ale o to chodzi). Naszyjniki mozna bylo zdobyc, poprzez zlapanie ich od ludzi, ktorzy z balkonow rzucali nimi w ludzi. Naprawde bylo ciekawie. Niektorzy ludzie robia rozne rzeczy, zeby je zdobyc... my nie musielismy, bylismy wystarczajaco cute :P (nie wierze, ze to napisalam xd).


Sobota (12/28) zapowiadala sie bardzo deszczowa i taka tez byla. Aby sie nie nudzic, kupilismy takie pakiety- bilety, na ktore liczyly sie rozne atrakcje. Najpierw poszlismy do akwarium. Bylo super ciekawie!













Zwiedzanie calego akwarium troche nam zajelo, wiec po zakonczeniu wszyscy byli glodni. Postanowilismy znalezc jakies miejsce z pizza na szybki lunch. I co? Wszyscy wyciagaja GPS i nie moglismy znalezc zadnej! Chodzilismy, chodzilismy i nic. W koncu dotarlismy do mega malego miejsca z pizza (nie mozna tego nazwac restauracja), ja i Suzi musialysmy siedziec na lodowce, poniewaz nie bylo wystarczajaco krzesel. Jednak mimo tych niedogodnosci, wszyscy przyznali, ze pizza byla baaardzo dobra. Zadziwiajace, takie niezbyt zachecajace miejsce, a taka pyszna pizza.


Po jedzeniu troche pochodzilismy i wrocilismy do akwarium, a dokladnie do kina obok. W ramach biletu ogladnelismy tez naprawde ciekawy film na temat huraganu Katrina, bo to wlasnie tam uderzylo, w Nowym Orleanie.

Sklepy, sklepy..









Czekamy na seans

W niedzielny poranek (12/29) wyruszylismy na French Market. Takie targowisko, mi od razu przypomnialy sie te targowiska w cieplych krajach jak Tunezja, Turcja, Chorwacja itd., gdzie mozesz kupic wszystko. Tam tez kupilam pare french macaroons. Byly bardzo dobre, jednak jak sie potem okazalo nie najlepsze.














Nastepnie znowu wyruszylismy na spacer po miescie. Tam jest tyle to ogladania <3


















Po lunchu wybralismy sie na swamp tour! Cos o czym zawsze marzylam. Gdy dotarlismy na miejsce, mielismy troche czasu, wiec porobilam troche zdjec z Furkanem. Wyszla nawet ladna sesja :P

Ja i Roger (moj hbrat) <3




W koncu nadszedl czas na rozpoczecie naszej podrozy. Plywalismy na poduszkowcu, wsrod cudownych krajobrazow. Ja zostalam zauroczona widokiem drzew ze zwisajacym mchem z galezi. 
Pod koniec nasz przewodnik- kierowca przedstawil nam rocznego aligatorka, ktory byl mega slodki. Moglismy go nawet potrzymac <3










Poniedzialkowe sniadanie (12/30) okazalo sie moim ulubionym, bo pancakes, bananowe i z M&Ms <3 Czegoz chciec wiecej. ;)


Okolo poludnia wyruszylismy na dalsze odkrywanie zakatkow miasta. Jakoze zawsze jest tam problem z parkowaniem, wzielismy tramwaj. Wygladaly jak takie stare zabytkowe tramwaje, jednak bylo ich wiecej i jezdzily po calym miescie, wiec nie byly zabytkowe.



Troche pospacerowalismy, bylismy w centrum handlowym, jednak nie na moja kieszen; byl tam Coach, Tiffany, Louis Vuitton itd. Gdy wyszlismy, okazalo sie, ze jestesmy blisko Insektarium, do ktorego mamy wejscie w ramach tego samego biletu co Akwarium. Spontaniczna decyzja i po chwili ogladalismy roznego rodzaju male zyjatka. Pod koniec zwiedzania weszlismy do takiego specjalnego pomieszczenia, w ktorym motyle mogly swobodnie latac. Na mnie zaden nie chcial usiasc, w przeciwienstwie do Abby, ktora miala jednego na rece, a drugiego na czole. ;)






Jednak to nie motyle sprawily, ze zapamietam to Insektarium na dlugo. W tym samym pomieszczeniu chodzil sobie Nicolas Cage z synem i zona!!!! Nie chcialysmy zachowac sie jak jakies szalone fanki, ani nic, ale musialysmy sobie zrobic z nim zdjecie. To byl pierwszy raz kiedy spotkalam kogos slawnego. <3 Razem z Abby bylysmy podekscytowane do konca dnia!


Po wyjsciu poszlismy na froyo z moimi hrodzicami i Jessie, poniewaz my kochamy frozen yogurt <3




Nastepnie ponownie wsiedlismy do tramwaju i pojechalismy na cmentarz. Tak, cmentarze tutaj sa atrakcja turystyczna. Ogolnie cale miasto jest pelne voodoo sklepow itd. Creepy... Cmentarz byl ciekawy, poniewaz wszystko bylo nad ziemia, w sensie kazdy grob to bylo mauzoleum. Nie jest to bezpodstawne, gdyz Nowy Orlean znajduje sie bardzo nisko w porownaniu z poziomem morza i jak po huraganie Katrina i powodzi, ciala zaczely wyplywac, oni nauczyli sie, ze lepiej bedzie trzymac je ponad ziemia.









Po cmentarzysku wybralismy sie do bardzo ladnej restauracji, w ktorej jadlam bardzo dobre ostrygi. Tak, Nowy Orlean jest idealnym miejscem, aby raczyc sie owocami morza, gdyz znajduje sie blisko oceanu, wiec wszystko jest swieze. Mi to bardzo pasowalo, poniewaz uwielbiam seafood.
Wracajac do domu, weszlismy skorzystac z toalety w jednym z hoteli i przypadkowo sie dowiedzielismy, ze Imagine Dragons graja w miescie na Sylwestra! Czy dzien moglbyc lepszy> Nicolas Cage, Imagine Dragons, tyle ekscytujacych zdarzen w ciagu jednego dnia. Niestety potem okazalo sie, ze Imagine Dragons graja 1 stycznia o 18:15, a my mamy rezerwacje w restauracji tego samego dni na 17, wiec no coz.

We wtorek (12/31) w koncu udalo nam sie trohe dluzej pospac, a to tylko dlatego, ze dorosli wyszli na fish market. My skorzystalysmy z okazji i postanwilysmy obudzic biednego Furkana, uzywajac pancake! Oto nasze dzielo. ;)


Dorosli wrocili z niezla iloscia seafood na kolacje oraz z... french macaroons. Te byly wysmienite, bo z prawdziwej cukierni, ktora sie zajmuje ich produkcja. Kupili takze fenomenalnie wygladajace babeczki oraz roznego rodzaju czekoladki.




Popoludnie spedzilismy w Muzeum II Wojny Swiatowej. Bylo to ogromne muzeum, zwiedzalismy az do zamkniecia (spokojnie, zamykali o 17).




Wrocilismy do domu na wysmienita seafood kolacje. Byly krewetki, ostrygi, krab, a takze kielbasa z aligatora- pierwszy raz ja jadlam i byla naprawde dobra. :) Okolo 22:30 wyszlismy do French Quarter, na fajerwerki. Przeszlismy troche Bourbon St., ale to co sie tam dzialo. Mnostwo ludzi, wiekszosc nietrzezwa xd W pewnym momencie zobaczylismy policjantow na koniach, ktorzy musieli zrobic miejsce dla jakiegos goscia, ktorego zaaresztowali i prowadzili przez tlum. W koncu doszlismy do miejsca, w ktorym ogladalismy fajerwerki. Byly naprawde sliczne. Mimo zimna i ulewy doczekalismy do konca!


Nowy rok (01/01) rozpoczelismy wyjesciem do ZOO. Pogoda byla naprawde piekna i ciepla. W ZOO nie bylo za duzo osob, poniewaz wiekszosc prawdopodobnie zgonowala po wczorajszej imprezie xd. Spedzilismy tak bardzo duzo czasu, poniewaz to miejsce bylo badzo duze.











Do domu wrocilimy idealnie zeby sie przebrac, chwile odsapnac i wyruszyc do restauracji, w ktorej mielismy rezerwacje. Nazwa tej restauracji to "House of Blues". Jest ona popularna, poniewaz wlascicielem jest krytyk, ktory wystepuje w jednym z programow kulinarnych. Moje danie bylo naprawde pyszne, aczkolwiek ogolnie bylismy rozczarowani bardzo wolna obsluga. Serio, to trwalo dluuugo.


Po kolacji czekala na nas niespodzianka zorganizowana przez moich hrodzicow. Byla to ghost tour konna dorozka. Mimo, iz na dworze bylo troszke chlodno, dostalismy koce, wiec bylo okej. Nasz przewodnik miala wyraznie poludniowy akcent, wiec czasami trudno mi bylo go zrozumiec, ale ogolnie nie bylo tak zle. W czasie wycieczki moglismy podziwiac niezwykle urocze ulice French Quarter, a takze uslyszec troche historii miasta. Ogolnie 80% miasta zostalo uszkodzone przez pozar, dlatego gdy ogien pochlanial nizsze pietra, ludzie byli uwiezieni w pulapce na wyzszych pietrach, wiec popelniali samobojstwa. Dlatego tez ludzie wierza, ze trzecie pietra w tych domach sa nawiedzone. Nie jest to zart, poniewaz przechadzajac sie po miescie widzielismy wiele napisow typu apartament do wynajecia, z dopiskiem "HAUNTED", czyli "nawiedzony". Widzielismy takze domy w French Quarter, ktore zostaly kupione przez Nicolasa Cage'a, Sandre Bullock, a takze Brada Pitta i Angeline Jolie. Oczywiscie nie mieszkaja tam na stale. Tylko Nicolas Cage mieszka w Nowym Orleanie, ale nie we French Quarter; pewnie w jakiejs innej dzielnicy ma jakas super rezydencje.

Czwartek (01/02) byl naszym ostatnim dniem w Nowym Orleanie. Po sniadaniu poszlismy na French Market, aby kupic jakis pamiatki. Jakoze wracajac do Polski mam ograniczone miejsce w walizce, postanowilam kupicjedynie maske. Ogolnie dzien ten byl poswiecony zakupom. Przechadzalismy sie uliczkami i odwiedzalismy rozne bardzo ciekawe sklepy, od antykow do butikow.







Na lunch zatrzymalismy sie w SmashBurger i szczerze powiem bylo bardzo dobre!


Pod koniec odwiedzilismy tez ta cukiernie Sukre, z ktorej pochodzily te french macaroons. Uwielbiam takie miejsca <3




Wieczorem takze wybralismy sie na ostatni spacer po Bourbon St. oraz French Quarter.

W piatek (01/03) wyjechalismy z Nowego Orleanu o 5:30. Nie wierzylam, ze nam sie uda, a jednak. Wszyscy bylismy tacy zdeterminowani, zeby dojechac do domu w ten sam dzien, ze nam sie udalo. Do mroznego Holland w stanie Michigan dojechalismy okolo 22. Przywital nas snieg i minusowa temperatura, ach witaj ponownie, zimo!